środa, 29 lipca 2015

Pałowanie żaby.

Mój szef opowiadał dziś w pracy o pewnym zdarzeniu o którym usłyszał od klienta. Podobno nawet w telewizji o tym było kiedyś. Tak się jednak złożyło, że wcześniej o tym nie słyszał, a klient okazał sie głównym bohaterem opowieści. I mogło by skończyć się na tym, że pośmialibyśmy się z ludzkiej głupoty, gdyby nie to, że z pewnego punktu widzenia to jeden ze "znaków naszych czasów" - niestety negatywny.

Otóż...
Do wspomnianego klienta, pewnego wieczoru (a raczej nocy bo było po 22) zapukała policja. Policję wezwał sąsiad ze względu na "hałas" którym okazało się.... rechotanie żab :) zamieszkujących oczko wodne. Faceta najpierw zamurowało, po chwili jednak zaproponował policjantom żeby poszli spałować żaby coby te siedziały cicho :). Sprawa wylądowała w sądzie i wspomniany klient ją przegrał.
Wynika z tego, że w naszych czasach i w naszym kraju można trafić do sądu z powodu żab kumkających w Twoim oczku wodnym. I jeszcze przegrywasz sprawę.

Nasuwa się pytanie: co się stało z ludźmi? Co im się porobiło w głowach? Czy siedzenie przed telewizorem dokumentnie pozmieniało umysły? Rozumiem, że można mieć problem kiedy przez całą noc hałasuje pies z ADHD, ale żaby? Zresztą to tylko czubek góry lodowej.
Wspomnę o tym pewnie jeszcze nie raz, wspominają chyba wszyscy których blogi czytam - wcześniej lub później, w taki czy inny sposób ale wszyscy. MATRIX, SYSTEM - różnie się to określa, ale ludzie w nim funkcjonujący zatracają zdolność normalnego myślenia, zatracają kontakt ze wszystkim co naturalne. Ludzie.... przejściowo chyba każdy siedział w Matrixie, sam tkwię jeszcze bardzo głęboko... ale przecież wystarczy sie rozejrzeć, zastanowić chwilę żeby zobaczyć w jak chory sposób to funkcjonuje. Chyba, że nie chce się tego widzieć...

Jak sobie dzisiaj spacerowałem i myślałem o tych żabach to połączyłem to z jeszcze jedną rzeczą która od kilku dni chodzi mi po głowie, a mianowicie z gnojem :). Już wyjaśniam...
Chodzi mi oczywiście po głowie, żeby nie ograniczać się z sadzeniem różnych roślinek w doniczkach tylko przenieść się ze wszystkim do ogrodu. Niekoniecznie w tym roku bo już późno, ale na przykład grządki mógłbym już przygotowywać. A jak o grządkach mowa to można oczywiście pomyśleć o nawożeniu ich w naturalny sposób. A takie nawożenie powoduje... hmmmm... specyficzny zapach :). I już sobie wyobrażam jak w godzinę od wyłożenia takiego nawozu mam wizytę policji bo sąsiedzi narzekają że śmierdzi. Bo oczywiście zapomnieli jak 25 - 30 lat temu wszyscy dookoła lali gnojówkę do ogródków i cieszyli się ze zbiorów. Potem wszystko się pokończyło, sklepy zapewniły nam inny "dobrobyt" i teraz poprawność polityczna nie pozwala, żeby cokolwiek śmierdziało. Bez względu w jak dobrej wierze. Na jednym z blogów czytałem nawet jak ktoś odmówił jedzenia warzyw kiedy dowiedział się, że są uprawiane na naturalnych nawozach...

Cóż, grządki i tak zrobię :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz