poniedziałek, 27 lipca 2015

Coś mi żre stewię....

Dokładnie, jak w tytule.

Posiałem kiedyś stewię w skrzynce. Nie wiem czy ona jest tak oporna, czy tylko u mnie tak powoli rośnie ale na pierwsze roślinki czekałem dość długo. Dokładnie nie wiem ile, ale długo. W końcu coś tam się pojawiło. Jedna... dwie... trzy roślinki rosnące poowoooluutkuuuu...... Do tego z czasem doszło kilka kolejnych, na razie ledwo widocznych. Kombinowałem trochę co z tą stewią zrobić, ale zastanowiłem się ze może dla niej takie tempo wzrostu jest naturalne. Bo o tym, że tylko część nasion kiełkuje to nawet na opakowaniu pisze.

I tak sobie stewia powolutku rosła aż dzisiaj zauważyłem, że coś mi ją zjada. %#$*&^@! Mało tego że ledwo rośnie to jakaś menda wyżera to co jest. Nie wiem co to mogło być, stewię mam w skrzynce na oknie, od wewnętrznej strony. W ziemi nie zauważyłem żeby się cokolwiek ruszało, jakieś jedno małe coś było ale wywaliłem to za okno. Może to był właśnie ten Zeżerak?
Ten czy nie ten ale liście były powygryzane, niektóre nawet zjedzone. No i co? Przecież nie będę żadnej chemii stosował, poza tym na takie maleństwa to strach zastosować cokolwiek... Oczywiście sadzonki mam na myśli :)
Wywalić? Nigdy, w końcu one już ROSNĄ....

W końcu szybka decyzja: "Przesadzam!". Może jakieś mendy w ziemi żyją chociaż ich nie widać...
Więc każda roślinkę delikatnie wyciągnąłem, opłukałem "coby ewentualne mendy wypłukać" i wsadziłem do małej doniczki ze świeżą ziemią. Nie mam pojęcia czy tak się robi, przekonam się czy to coś dało.
Na razie będą sobie rosnąć tak, najwyżej potem je do jakiejś zbiorczej skrzynki przesadzę. A właśnie... plus całej akcji to wolna skrzynka :)

Z całej akcji skorzystała też komarzyca. Przyniosłem sobie toto jakiś czas temu do domu, przesadziłem do większej doniczki i... od tej chwili zaczął się "upadek" tej roślinki. Jak bym jej nie podlewał, gdzie nie ustawiał - było coraz gorzej. Coś z ziemia nie tak? Licho wie, ona jeszcze dostała pierwszą ziemię jaką kupiłem jakieś dwa miesiące temu. Kupiłem i dość szybko wywaliłem bo pleśniała.
No więc dziś miała taką sama kurację jak stewia, tylko że ona jest dużo większa. Zobaczymy czy to przeżyje... Mam nadzieję. Nie obawiałem się spróbować bo już i tak niewiele z niej zostało i widac bylo że niedługo się skończy. A tak jest nadzieja.

Bez zdjęć bo jak sobie pomyślałem o tej jakości z "komóry"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz