Uwaga, całość jest prymitywną improwizacją i eksperymentem robionym trochę na szybko :)
Do mleka dodałem 3 łyżki octu z pokrzywy, porządnie wymieszałem, przykryłem pokrywką i zostawiłem na noc. Rano mleko było odrobinę tylko ścięte więc przed wyjściem do pracy dodałem kolejne 3 łyżki :). Wieczorem miało konsystencję gęstego kefiru... hmmm... spodziewałem się czegoś twardszego... No cóż, odcedzam - pielucha tetrowa na durszlak i leję. Przelałem, wieszam... BACH! część mi się wylała. Trzeba było bardziej uważać :).
Wreszcie powieszone a serwatka sobie powolutku ścieka. Niestety dość szybko "zabetonowały" mi się dziurki. Zostawiłem do rana żeby zobaczyć co z tego wyniknie.
Rano jest tam jeszcze mnóstwo serwatki, całość prawie półpłynna. Przekładam masę do podziurkowanego igłą pojemniczka po kefirze i idę do pracy.
Po powrocie przekładam serek na spodek - ma jeszcze w sobie sporo serwatki, widocznie dziurki w pojemniczku również się pozatykały. Konsystencja bardzo miękka, do smarowania, smak lekko kwaskowy. Coż, zjadłem i smakował :)
Wnioski.
- Najważniejsze: w sumie to nie mam pojęcia czy mleko się ścięło od pokrzywy czy po prostu od stania, jak to mleko ma w zwyczaju. Akurat był upał więc jest prawdopodobne, że swojej konsystencji nabrało w sposób naturalny.
- Dodawałem octu do dość chłodnego mleka, mogłem je trochę ogrzać.
- Może mocniejsze podgrzanie przed samym odsączaniem sprawiło by, że skrzep byłby twardszy... Tak miękkiego skrzepu nie ma poza tym sensu odsączać na tetrowej pielusze, przydała by się chusta serowarska albo jaka forma... albo jedno i drugie :)
- Pomimo wszystko metoda wydajna. Robiłem już ser w inny sposób i tam sporo mleka (białka?) pozostawało w serwatce. Tutaj serwatka była czyściutka. Nie podaję ile sera wyszło ze względu na to, że część się wylała a resztę niedokładnie odsączyłem.
- Do ścinania mleka potrzebny byłby prawdopodobnie jakiś mocno skoncentrowany wyciąg z pokrzywy - kiedyś sprawdzę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz