sobota, 29 sierpnia 2015

Pierwsze grządki.

Koniec z czekaniem, zastanawianiem się, planowaniem itp. Czas był najwyższy żeby zrobić kolejny kroczek, chociażby malutki. Tak więc dziś od rana...

Najpierw wyrównanie terenu, tak to wyglądało po wszystkim:



Nie kopałem, wzruszyłem tylko ziemię kilofem i trochę wyrównałem. Tam było naprawdę krzywo...
Całość zlałem wodą. Potem trzeba było porozkładać pocięte kilka postów wcześniej gałęzie :):



Na to przyszedł koński nawóz, trochę przesuszony żeby mnie sąsiedzi nie zlinczowali "że śmierdzi" :). Chociaż nie wiem czy by zdążyli, bo chwilę później przywaliłem to darnią i powyrywanymi wcześniej roślinami. W tym momencie rozleciała mi się taczka. Przestawiłem się na noszenie ziemi wiadrami, w międzyczasie ojciec zabrał się za naprawianie taczki.

Ziemia naniesiona, udeptana... jeszcze kilkakrotnie dowieziona naprawioną już taczką, jeszcze raz udeptana... Na filmach i zdjęciach widziałem, że takie podniesione grządki są dużo wyższe, ale chyba już mi się za bardzo nie chciało, że o zmęczeniu nie wspomnę.

No więc dobrze, co teraz? Trzeba by to czymś przykryć. Wymyśliłem... eee tam, zaraz wymyśliłem - przypomniało mi się :)
Przypomniało mi się jak czytałem (ale nie pamiętam u kogo), że martwą ziemię można przykryć liśćmi przywiezionymi z lasu. Będą tam różne mikro- i normalne organizmy które mogą nam pomóc. Co prawda moja zewnętrzna warstwa nie powinna być taka znowu martwa, ale nie zaszkodzi ożywić ją jeszcze bardziej :).
No to na rower i heja do lasu. Napakowałem dwa worki liści i zaczął się cyrk jak je przewieźć. Worki były foliowe, duże (120 l) więc trzeba było dodatkowo uważać żeby się nie rozerwały. Żeby nie przedłużać napiszę tylko, że się udało :). A w domu grządki porządnie zlałem wodą i przysypałem przywiezioną ściółką. Ufff.... wyszło coś takiego:


Jeszcze będę kombinował, na pewno porządniej to zaściółkuję. Poczekam aż liście mi pospadają z orzecha, chyba że wcześniej załatwię słomę i przykryję wszystko słomą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz