sobota, 15 sierpnia 2015
Koniec krzaka.
Skończyłem dzisiaj rąbanie krzaka. Powiedziałem sobie, że nie wytnę kolejnego dopóki z tym nie zrobię porządku. A porządek miał polegać na porąbaniu wszystkiego na drobne kawałki.
Po pierwsze - nie będzie toto zajmowało wtedy dużo miejsca. Po drugie - i tak będę potrzebował patyków do robienia podniesionych grządek.
Rąbanie zajęło mi kilka dni, a konkretnie od poniedziałku ale z dwoma dniami przerwy. Dlaczego tak długo?
No bo z pracy wychodzę o 17, do domu jadę ok. godziny (rower) pod warunkiem że nie wchodzę do żadnego sklepu. Czyli 18 "z minutami" najszybciej jestem w domu. Trzeba zjeść obiad, odetchnąć chwilę i dopiero do pracy "ogródkowej". Przed 21 już się ciemno zaczyna robić więc za długo też to nie trwa. I tak zeszło aż do dzisiaj.
Jak wyglądała praca? Ano tak:
Zdjęcie zrobione wczoraj...
Na środku stanowisko rąbania :), z lewej to co już porąbane, z prawej gałęzie "pod ręką" do rąbania, z tyłu to co jeszcze zostało.
Chciałem żeby ktoś mi fotkę cyknął jak to robię, ale nikt się akurat nie trafił :)
Trochę się obawiałem tego rąbania, że będzie nudne, męczące i uciążliwe. Tymczasem okazała się to chyba najfajniejsza praca jaka robiłem od bardzo dawna. Pomimo dziwnej klęcząco-siedzącej pozycji były same plusy: miejsce zacienione i osłonięte, z lekkim przewiewem, fantastycznie pachnące, lekko podeschnięte liście krzaka, praktycznie brak konieczności myślenia co pozwalało na rozmyślania o innych, przyjemnych rzeczach :), minimalna ilość włożonego wysiłku dzięki sprzętowi jaki miałem.
A propos "sprzętu" - ta maczeta jest krótsza od tej którą pokazywałem ostatnio. Dzięki temu łatwiej mi było manewrować nią na krótką odległość. Jest za to grubsza czyli cięższa dzięki czemu prawie nie trzeba było nią uderzać, wystarczyło podnieść do góry i opuścić, lekko tylko "napędzając". Czasem trochę mocniej przy grubszych gałązkach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz