Ja dzisiaj też przeszedłem od słów do czynów i zacząłem robić porządek na Terenie. Dużo nie zrobiłem, wyciąłem jeden krzew ale za to największy. Chciałem jeszcze zrobić porządek z przynajmniej częścią gałęzi ale już odpuściłem. Odzwyczajony od takiej pracy jutro mógłbym mieć problem bo na ręce zrobił się odcisk jak cholera. Tak, tak, ręce mieszczucha :)
Do tego zmęczenie bo najpierw praca, potem powrót rowerem - ok. godzina drogi. A po powrocie szybki obiad i do ogrodu. Może nie było by to nic wielkiego... kiedyś, niestety dawna kontuzja bardzo mi teraz utrudnia życie.
I jeszcze OWADY. One się tam musiały chować w tych krzakach a ja to wszystko naruszyłem. Do tego byłem mokry, a dziś upał... Muszki - meszki, komary i licho wie co jeszcze. Miałem je w uszach, nosie, oczach i włosach. Były za koszulką i gdybym miał krótkie spodenki to były by chyba i w majtkach. Całe szczęście spodnie miałem długie :).
Do pracy zabrałem:
- najlepszą piłę jaką znalazłem w piwnicy (co nie znaczy że dobrą, wręcz przeciwnie :) )
- nożyce do gałęzi, takie z długimi "rączkami"
- maczetę
Piła wogóle nie dała rady, ciąłbym to chyba z tydzień. Nożyce są bardzo fajnym narzędziem ale tam były trochę za grube rzeczy do cięcia, więc... tak jest, najlepiej sprawiła się maczeta. Narzędzie proste, wręcz prymitywne a tnie aż miło :). Oto ona:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz