Czy jestem wege? Nie, mięso jem, lubię i nie planuję przestać go jeść. Po prostu mój organizm potrzebuje chyba czegoś innego niż sztucznie "pompowane" wędliny. Tych nie jem już od dłuższego czasu. Odrzuca mnie jakoś, od czasu do czasu tylko zjem 2-3 plasterki jak się trafi coś dobrego :). No i jakiś kawałek mięsa na obiad ale też bez przesady, czasami przez parę dni mięsa nie tknąłem jedząc same zupy. Za to bardzo często używam smalcu, chyba w zamian za mięso. Smalec oczywiście domowej roboty, nie jakieś byle co ze sklepu. Do tego pomidory, ewentualnie biały ser.
Wracając do tematu... organizm jak czegoś potrzebuje to szuka. I mnie jakoś "przez przypadek" weszły w oczy wspomniane na początku przepisy. Dziś wreszcie - po kilku dniach czytania, sprawdzania cen i kombinowania - postanowiłem zrobić COKOLWIEK :) żeby ruszyć z tym z miejsca.
W sklepie ze zdrową żywnością (ceny ABSTRAKCYJNIE duże) kupiłem sezam. Miało być z niego tahini... Podprażyłem na patelni, nie za długo bo zaczęło strzelać :). Potem do młynka na krótkie mielenie - 3-4 "zrywy" żeby nie przegrzać... i chyba nawet to było za dużo bo wysypałem brązowy, przypalony proszek. Dobra, niech będzie, kolej na miksowanie. W ruch poszedł mikser jeszcze z lat 80-tych :). Dość szybko okazało się jednak, że:
- po pierwsze: sezamu naszykowałem chyba za mało
- ten mikser chyba nie bardzo się do tego nadaje.
Wnioski:
- spróbować na większej ilości, przy tak małej prymitywny nożyk nie bardzo miał co miksować
- postarać się o lepszy mikser :)
Ale, ale... eksperyment wcale nie uważam za nieudany. Przede wszystkim taki zmielony sezam jest fantastyczny, a jakby go jeszcze mniej przypalić to było by jeszcze lepiej.
Poza tym mama wymyśliła jak jeszcze można go wykorzystać: dołożyła masło, dżem, odrobinę cukru i roztarła - wyszła genialna, słodka pasta do chleba. Nawet goryczka przypalonego sezamu nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie - była ciekawym przełamaniem słodkiego. Polecam spróbować, proporcje nie są potrzebne, każdy niech robi tak jak lubi.
I na zakończenie potwierdzenie tego co pisałem o szukaniu przez organizm dobrych dla niego rzeczy...
Wszystko to robiłem u rodziców w domu, oni mieli mikser :). Kiedy po domu rozszedł się zapach przypalonego sezamu (zapach jak zapach i wcale nie bardzo intensywny) w kuchni prawie natychmiast znalazł się brat, a chwilę później ojciec. No i zaczęli wyjadać :). Jak się z boku na to patrzało to nie wyglądało na zwykłe próbowanie, to była autentyczna obudzona potrzeba organizmu. W sumie nic dziwnego, sezam ma wiele potrzebnych nam składników. I można nim pojeść - ja zjadłem trochę suchego, poprawiłem jedną kromką z mamy "wynalazkiem" i wystarczyło. Organizm dostał co trzeba.
Sezam chyba wejdzie na stałe do "repertuaru", ale sklep ze zdrową żywnością raczej będę omijał. Na Allegro są firmy sprzedające 4 razy taniej. Wiem, że dochodzą koszty przesyłki ale przy zakupie kilku rzeczy w jednej firmie koszty się rozłożą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz