Mój szef opowiadał dziś w pracy o pewnym zdarzeniu o którym usłyszał od klienta. Podobno nawet w telewizji o tym było kiedyś. Tak się jednak złożyło, że wcześniej o tym nie słyszał, a klient okazał sie głównym bohaterem opowieści. I mogło by skończyć się na tym, że pośmialibyśmy się z ludzkiej głupoty, gdyby nie to, że z pewnego punktu widzenia to jeden ze "znaków naszych czasów" - niestety negatywny.
Otóż...
Do wspomnianego klienta, pewnego wieczoru (a raczej nocy bo było po 22) zapukała policja. Policję wezwał sąsiad ze względu na "hałas" którym okazało się.... rechotanie żab :) zamieszkujących oczko wodne. Faceta najpierw zamurowało, po chwili jednak zaproponował policjantom żeby poszli spałować żaby coby te siedziały cicho :). Sprawa wylądowała w sądzie i wspomniany klient ją przegrał.
Wynika z tego, że w naszych czasach i w naszym kraju można trafić do sądu z powodu żab kumkających w Twoim oczku wodnym. I jeszcze przegrywasz sprawę.
Nasuwa się pytanie: co się stało z ludźmi? Co im się porobiło w głowach? Czy siedzenie przed telewizorem dokumentnie pozmieniało umysły? Rozumiem, że można mieć problem kiedy przez całą noc hałasuje pies z ADHD, ale żaby? Zresztą to tylko czubek góry lodowej.
Wspomnę o tym pewnie jeszcze nie raz, wspominają chyba wszyscy których blogi czytam - wcześniej lub później, w taki czy inny sposób ale wszyscy. MATRIX, SYSTEM - różnie się to określa, ale ludzie w nim funkcjonujący zatracają zdolność normalnego myślenia, zatracają kontakt ze wszystkim co naturalne. Ludzie.... przejściowo chyba każdy siedział w Matrixie, sam tkwię jeszcze bardzo głęboko... ale przecież wystarczy sie rozejrzeć, zastanowić chwilę żeby zobaczyć w jak chory sposób to funkcjonuje. Chyba, że nie chce się tego widzieć...
Jak sobie dzisiaj spacerowałem i myślałem o tych żabach to połączyłem to z jeszcze jedną rzeczą która od kilku dni chodzi mi po głowie, a mianowicie z gnojem :). Już wyjaśniam...
Chodzi mi oczywiście po głowie, żeby nie ograniczać się z sadzeniem różnych roślinek w doniczkach tylko przenieść się ze wszystkim do ogrodu. Niekoniecznie w tym roku bo już późno, ale na przykład grządki mógłbym już przygotowywać. A jak o grządkach mowa to można oczywiście pomyśleć o nawożeniu ich w naturalny sposób. A takie nawożenie powoduje... hmmmm... specyficzny zapach :). I już sobie wyobrażam jak w godzinę od wyłożenia takiego nawozu mam wizytę policji bo sąsiedzi narzekają że śmierdzi. Bo oczywiście zapomnieli jak 25 - 30 lat temu wszyscy dookoła lali gnojówkę do ogródków i cieszyli się ze zbiorów. Potem wszystko się pokończyło, sklepy zapewniły nam inny "dobrobyt" i teraz poprawność polityczna nie pozwala, żeby cokolwiek śmierdziało. Bez względu w jak dobrej wierze. Na jednym z blogów czytałem nawet jak ktoś odmówił jedzenia warzyw kiedy dowiedział się, że są uprawiane na naturalnych nawozach...
Cóż, grządki i tak zrobię :)
środa, 29 lipca 2015
poniedziałek, 27 lipca 2015
Coś mi żre stewię....
Dokładnie, jak w tytule.
Posiałem kiedyś stewię w skrzynce. Nie wiem czy ona jest tak oporna, czy tylko u mnie tak powoli rośnie ale na pierwsze roślinki czekałem dość długo. Dokładnie nie wiem ile, ale długo. W końcu coś tam się pojawiło. Jedna... dwie... trzy roślinki rosnące poowoooluutkuuuu...... Do tego z czasem doszło kilka kolejnych, na razie ledwo widocznych. Kombinowałem trochę co z tą stewią zrobić, ale zastanowiłem się ze może dla niej takie tempo wzrostu jest naturalne. Bo o tym, że tylko część nasion kiełkuje to nawet na opakowaniu pisze.
I tak sobie stewia powolutku rosła aż dzisiaj zauważyłem, że coś mi ją zjada. %#$*&^@! Mało tego że ledwo rośnie to jakaś menda wyżera to co jest. Nie wiem co to mogło być, stewię mam w skrzynce na oknie, od wewnętrznej strony. W ziemi nie zauważyłem żeby się cokolwiek ruszało, jakieś jedno małe coś było ale wywaliłem to za okno. Może to był właśnie ten Zeżerak?
Ten czy nie ten ale liście były powygryzane, niektóre nawet zjedzone. No i co? Przecież nie będę żadnej chemii stosował, poza tym na takie maleństwa to strach zastosować cokolwiek... Oczywiście sadzonki mam na myśli :)
Wywalić? Nigdy, w końcu one już ROSNĄ....
W końcu szybka decyzja: "Przesadzam!". Może jakieś mendy w ziemi żyją chociaż ich nie widać...
Więc każda roślinkę delikatnie wyciągnąłem, opłukałem "coby ewentualne mendy wypłukać" i wsadziłem do małej doniczki ze świeżą ziemią. Nie mam pojęcia czy tak się robi, przekonam się czy to coś dało.
Na razie będą sobie rosnąć tak, najwyżej potem je do jakiejś zbiorczej skrzynki przesadzę. A właśnie... plus całej akcji to wolna skrzynka :)
Z całej akcji skorzystała też komarzyca. Przyniosłem sobie toto jakiś czas temu do domu, przesadziłem do większej doniczki i... od tej chwili zaczął się "upadek" tej roślinki. Jak bym jej nie podlewał, gdzie nie ustawiał - było coraz gorzej. Coś z ziemia nie tak? Licho wie, ona jeszcze dostała pierwszą ziemię jaką kupiłem jakieś dwa miesiące temu. Kupiłem i dość szybko wywaliłem bo pleśniała.
No więc dziś miała taką sama kurację jak stewia, tylko że ona jest dużo większa. Zobaczymy czy to przeżyje... Mam nadzieję. Nie obawiałem się spróbować bo już i tak niewiele z niej zostało i widac bylo że niedługo się skończy. A tak jest nadzieja.
Bez zdjęć bo jak sobie pomyślałem o tej jakości z "komóry"...
Posiałem kiedyś stewię w skrzynce. Nie wiem czy ona jest tak oporna, czy tylko u mnie tak powoli rośnie ale na pierwsze roślinki czekałem dość długo. Dokładnie nie wiem ile, ale długo. W końcu coś tam się pojawiło. Jedna... dwie... trzy roślinki rosnące poowoooluutkuuuu...... Do tego z czasem doszło kilka kolejnych, na razie ledwo widocznych. Kombinowałem trochę co z tą stewią zrobić, ale zastanowiłem się ze może dla niej takie tempo wzrostu jest naturalne. Bo o tym, że tylko część nasion kiełkuje to nawet na opakowaniu pisze.
I tak sobie stewia powolutku rosła aż dzisiaj zauważyłem, że coś mi ją zjada. %#$*&^@! Mało tego że ledwo rośnie to jakaś menda wyżera to co jest. Nie wiem co to mogło być, stewię mam w skrzynce na oknie, od wewnętrznej strony. W ziemi nie zauważyłem żeby się cokolwiek ruszało, jakieś jedno małe coś było ale wywaliłem to za okno. Może to był właśnie ten Zeżerak?
Ten czy nie ten ale liście były powygryzane, niektóre nawet zjedzone. No i co? Przecież nie będę żadnej chemii stosował, poza tym na takie maleństwa to strach zastosować cokolwiek... Oczywiście sadzonki mam na myśli :)
Wywalić? Nigdy, w końcu one już ROSNĄ....
W końcu szybka decyzja: "Przesadzam!". Może jakieś mendy w ziemi żyją chociaż ich nie widać...
Więc każda roślinkę delikatnie wyciągnąłem, opłukałem "coby ewentualne mendy wypłukać" i wsadziłem do małej doniczki ze świeżą ziemią. Nie mam pojęcia czy tak się robi, przekonam się czy to coś dało.
Na razie będą sobie rosnąć tak, najwyżej potem je do jakiejś zbiorczej skrzynki przesadzę. A właśnie... plus całej akcji to wolna skrzynka :)
Z całej akcji skorzystała też komarzyca. Przyniosłem sobie toto jakiś czas temu do domu, przesadziłem do większej doniczki i... od tej chwili zaczął się "upadek" tej roślinki. Jak bym jej nie podlewał, gdzie nie ustawiał - było coraz gorzej. Coś z ziemia nie tak? Licho wie, ona jeszcze dostała pierwszą ziemię jaką kupiłem jakieś dwa miesiące temu. Kupiłem i dość szybko wywaliłem bo pleśniała.
No więc dziś miała taką sama kurację jak stewia, tylko że ona jest dużo większa. Zobaczymy czy to przeżyje... Mam nadzieję. Nie obawiałem się spróbować bo już i tak niewiele z niej zostało i widac bylo że niedługo się skończy. A tak jest nadzieja.
Bez zdjęć bo jak sobie pomyślałem o tej jakości z "komóry"...
niedziela, 26 lipca 2015
Mnóstwo pomidorów.
Jakiś czas temu, przeglądając na Allegro nasiona natknąłem się na pomidory: żółte, w kształcie gruszek, do sadzenia w doniczkach na balkonie albo w domu.
OK - myślę sobie - będzie pomidorowy eksperyment.
Kupiłem, zasiałem i... wyrosły :)
Problem w tym, że z braku doświadczenia sypnąłem dość sporo nasion do jednej, większej doniczki i wykiełkowały wszystkie. Podobno od przybytku głowa nie boli ale raczej musiałem coś z tym zrobić.
Tak wygląda duża doniczka po tym, jak część z niej już poprzesadzałem.
A tak wygląda ta reszta.
Trochę tego jest, na małą plantacje by wystarczyło :)
Z pozostałymi w dużej doniczce też trzeba będzie zrobić z czasem porządek. Zostawię jeden - dwa, i może jeszcze jedną albo dwie doniczki tego typu a resztę chyba porozdaję. Wyrzucić szkoda jak już wyrosły. Gdzieś koło grudnia powinny być dobre :)
A tak z innej beczki... Nerwy mam bo nie mogę robić porządnych zdjęć. Dobrego aparatu niestety już nie mam więc fotki cykam telefonem. No i efekt jest jaki jest.
Jak kiedyś zaplanuję konkretniejsze zdjęcia to aparat pożyczę, na razie musi być tak.
OK - myślę sobie - będzie pomidorowy eksperyment.
Kupiłem, zasiałem i... wyrosły :)
Problem w tym, że z braku doświadczenia sypnąłem dość sporo nasion do jednej, większej doniczki i wykiełkowały wszystkie. Podobno od przybytku głowa nie boli ale raczej musiałem coś z tym zrobić.
Tak wygląda duża doniczka po tym, jak część z niej już poprzesadzałem.
A tak wygląda ta reszta.
Trochę tego jest, na małą plantacje by wystarczyło :)
Z pozostałymi w dużej doniczce też trzeba będzie zrobić z czasem porządek. Zostawię jeden - dwa, i może jeszcze jedną albo dwie doniczki tego typu a resztę chyba porozdaję. Wyrzucić szkoda jak już wyrosły. Gdzieś koło grudnia powinny być dobre :)
A tak z innej beczki... Nerwy mam bo nie mogę robić porządnych zdjęć. Dobrego aparatu niestety już nie mam więc fotki cykam telefonem. No i efekt jest jaki jest.
Jak kiedyś zaplanuję konkretniejsze zdjęcia to aparat pożyczę, na razie musi być tak.
piątek, 24 lipca 2015
Eksperyment - ser z pokrzywy.
W książce o robieniu serów przeczytałem, że poza podpuszczką właściwości ścinające mleko ma również między innymi pokrzywa. Nie dawało mi to spokoju bo lubię sprawdzać takie informacje. Postanowiłem wykorzystać niedawno zrobiony ocet z pokrzywy. Ponieważ kompletnie nie wiedziałem co z tego wyjdzie na początek miała być naprawdę malutka ilość - z 1 litra mleka.
Uwaga, całość jest prymitywną improwizacją i eksperymentem robionym trochę na szybko :)
Do mleka dodałem 3 łyżki octu z pokrzywy, porządnie wymieszałem, przykryłem pokrywką i zostawiłem na noc. Rano mleko było odrobinę tylko ścięte więc przed wyjściem do pracy dodałem kolejne 3 łyżki :). Wieczorem miało konsystencję gęstego kefiru... hmmm... spodziewałem się czegoś twardszego... No cóż, odcedzam - pielucha tetrowa na durszlak i leję. Przelałem, wieszam... BACH! część mi się wylała. Trzeba było bardziej uważać :).
Wreszcie powieszone a serwatka sobie powolutku ścieka. Niestety dość szybko "zabetonowały" mi się dziurki. Zostawiłem do rana żeby zobaczyć co z tego wyniknie.
Rano jest tam jeszcze mnóstwo serwatki, całość prawie półpłynna. Przekładam masę do podziurkowanego igłą pojemniczka po kefirze i idę do pracy.
Po powrocie przekładam serek na spodek - ma jeszcze w sobie sporo serwatki, widocznie dziurki w pojemniczku również się pozatykały. Konsystencja bardzo miękka, do smarowania, smak lekko kwaskowy. Coż, zjadłem i smakował :)
Wnioski.
Uwaga, całość jest prymitywną improwizacją i eksperymentem robionym trochę na szybko :)
Do mleka dodałem 3 łyżki octu z pokrzywy, porządnie wymieszałem, przykryłem pokrywką i zostawiłem na noc. Rano mleko było odrobinę tylko ścięte więc przed wyjściem do pracy dodałem kolejne 3 łyżki :). Wieczorem miało konsystencję gęstego kefiru... hmmm... spodziewałem się czegoś twardszego... No cóż, odcedzam - pielucha tetrowa na durszlak i leję. Przelałem, wieszam... BACH! część mi się wylała. Trzeba było bardziej uważać :).
Wreszcie powieszone a serwatka sobie powolutku ścieka. Niestety dość szybko "zabetonowały" mi się dziurki. Zostawiłem do rana żeby zobaczyć co z tego wyniknie.
Rano jest tam jeszcze mnóstwo serwatki, całość prawie półpłynna. Przekładam masę do podziurkowanego igłą pojemniczka po kefirze i idę do pracy.
Po powrocie przekładam serek na spodek - ma jeszcze w sobie sporo serwatki, widocznie dziurki w pojemniczku również się pozatykały. Konsystencja bardzo miękka, do smarowania, smak lekko kwaskowy. Coż, zjadłem i smakował :)
Wnioski.
- Najważniejsze: w sumie to nie mam pojęcia czy mleko się ścięło od pokrzywy czy po prostu od stania, jak to mleko ma w zwyczaju. Akurat był upał więc jest prawdopodobne, że swojej konsystencji nabrało w sposób naturalny.
- Dodawałem octu do dość chłodnego mleka, mogłem je trochę ogrzać.
- Może mocniejsze podgrzanie przed samym odsączaniem sprawiło by, że skrzep byłby twardszy... Tak miękkiego skrzepu nie ma poza tym sensu odsączać na tetrowej pielusze, przydała by się chusta serowarska albo jaka forma... albo jedno i drugie :)
- Pomimo wszystko metoda wydajna. Robiłem już ser w inny sposób i tam sporo mleka (białka?) pozostawało w serwatce. Tutaj serwatka była czyściutka. Nie podaję ile sera wyszło ze względu na to, że część się wylała a resztę niedokładnie odsączyłem.
- Do ścinania mleka potrzebny byłby prawdopodobnie jakiś mocno skoncentrowany wyciąg z pokrzywy - kiedyś sprawdzę :)
wtorek, 21 lipca 2015
Pierwsza była skrzynka.
...tak, kiedy już zacząłem się zmieniać zachciało mi się coś posadzić. Tak po prostu, żeby wyrosło. Więc kupiłem ziemię i plastykową skrzynkę. I do tego wszystkiego torebkę nasion szałwii.
Czemu akurat szałwia? Jakoś tak mi przypasowała. Poza tym w międzyczasie gdzieś doczytałem, że szałwia odstrasza kleszcze. A że zacząłem znowu dużo chodzić po lesie to pomyślałem, że się przyda.
Tak to właśnie zasiałem skrzynkę szałwii. Jeszcze nie wiem czy faktycznie odstrasza kleszcze ale rośnie bardzo ładnie :)
Trochę jej chyba za dużo zasiałem w tak małej skrzynce, postaram się ją jakoś rozsadzić.
I tak sobie myślę, że chyba się już starzeję :). Szałwia to dopiero początek, posiałem więcej rzeczy (o tym innym razem), myślę o posadzeniu czegoś w ogródku... No, w tym roku już trochę za późno, ale moge się przygotować na przyszły.
Cholera, ja nigdy nie lubiłem robić w ogrodzie! Zawsze mi się to kojarzyło z jakimś starym dziadkiem :)
No dobra, trochę żartuję. Niby fakt, miałem podobne myślenie ale jako nastolatek. Potem... rzadko o tym myślałem. Chociaż do Natury mnie ciągnęło... ale robić w ogrodzie - nie ma szans.
Tak na poważnie - do wszystkiego trzeba dojrzeć, i to jest chyba właściwe spojrzenie w tym przypadku.
"Na poważnie"? Co ja piszę? :)
Czemu akurat szałwia? Jakoś tak mi przypasowała. Poza tym w międzyczasie gdzieś doczytałem, że szałwia odstrasza kleszcze. A że zacząłem znowu dużo chodzić po lesie to pomyślałem, że się przyda.
Tak to właśnie zasiałem skrzynkę szałwii. Jeszcze nie wiem czy faktycznie odstrasza kleszcze ale rośnie bardzo ładnie :)
Trochę jej chyba za dużo zasiałem w tak małej skrzynce, postaram się ją jakoś rozsadzić.
I tak sobie myślę, że chyba się już starzeję :). Szałwia to dopiero początek, posiałem więcej rzeczy (o tym innym razem), myślę o posadzeniu czegoś w ogródku... No, w tym roku już trochę za późno, ale moge się przygotować na przyszły.
Cholera, ja nigdy nie lubiłem robić w ogrodzie! Zawsze mi się to kojarzyło z jakimś starym dziadkiem :)
No dobra, trochę żartuję. Niby fakt, miałem podobne myślenie ale jako nastolatek. Potem... rzadko o tym myślałem. Chociaż do Natury mnie ciągnęło... ale robić w ogrodzie - nie ma szans.
Tak na poważnie - do wszystkiego trzeba dojrzeć, i to jest chyba właściwe spojrzenie w tym przypadku.
"Na poważnie"? Co ja piszę? :)
wtorek, 14 lipca 2015
Wstęp do całości.
Co to jest ta "pozorna rzeczywistość"? O co w tym chodzi?
Różne można by snuć teorie. Może chodzi o to, że każdy z nas odbiera wszystko inaczej... Może o to, że każdy z nas jest inny, ma inne upodobania, swoje zdanie... A może o to, że rzeczywistość potrafi się zmienić dla każdego z nas, bo przecież w ciągu życia wiele razy się zmieniamy albo życie zmienia nas. Tak naprawdę chodzi chyba o to wszystko + jeszcze o inne rzeczy które można by do tej listy dopisać.
Zaczęło się od kanału na YouTube, nie pierwszego już. Nie, zaczęło się jeszcze wcześniej...
Jakiś czas temu rozsypało mi się życie. W ciągu kilku miesięcy posypało się chyba wszystko co mogło, aż doszedłem prawie na koniec. Takie coś potrafi mocno zmienić człowieka. Zacząłem inaczej myśleć, zająłem się nowymi rzeczami. Tak naprawdę to może nie nowymi, ale takimi które gdzieś we mnie siedziały i tylko czasami dawały o sobie znać. W ciągu kilku tygodni dokonała się we mnie bardzo duża zmiana i dokonuje się nadal. Stwierdziłem, że założę bloga i o tym popiszę. Po co? Nie wiem. Żeby się podzielić doświadczeniami, bo sam czytam podobne blogi i wiem jak bardzo mogą pomóc. Żeby mieć dodatkową motywację, bo w życiu różnie bywa i czasami przychodzą chwile słabości. Żeby mieć wgląd w to co robię, taką "kronikę" wszystkiego. Żeby... coś by się pewnie jeszcze znalazło.
Kiedy zastanawiałem się nad nazwą stwierdziłem, że połączę to z moim kanałem na YT. Nazwa pasowała, było tam już co prawda trochę materiałów ale nic nie szkodzi. To tylko parę filmików w których wyrażam swoje zdanie na różne tematy. Być może je wywalę, być może zostawię i nagram kolejne... W każdym razie wszystko będzie się kręciło wokół mojej rzeczywistości.
Tak naprawdę dużo bardziej wolę kręcić filmy niż pisać. Po co więc mi blog? Mógłbym się trzymać vloga...
Chyba szukałem czegoś bardziej tradycyjnego, czegoś bliższego dla większej ilości ludzi. Poza tym pisze się szybciej niż kręci :) . No i zawsze może coś fajnego powstać z połączenia jednego z drugim. Co powstanie - zobaczę.
Witam w mojej rzeczywistości!
Różne można by snuć teorie. Może chodzi o to, że każdy z nas odbiera wszystko inaczej... Może o to, że każdy z nas jest inny, ma inne upodobania, swoje zdanie... A może o to, że rzeczywistość potrafi się zmienić dla każdego z nas, bo przecież w ciągu życia wiele razy się zmieniamy albo życie zmienia nas. Tak naprawdę chodzi chyba o to wszystko + jeszcze o inne rzeczy które można by do tej listy dopisać.
Zaczęło się od kanału na YouTube, nie pierwszego już. Nie, zaczęło się jeszcze wcześniej...
Jakiś czas temu rozsypało mi się życie. W ciągu kilku miesięcy posypało się chyba wszystko co mogło, aż doszedłem prawie na koniec. Takie coś potrafi mocno zmienić człowieka. Zacząłem inaczej myśleć, zająłem się nowymi rzeczami. Tak naprawdę to może nie nowymi, ale takimi które gdzieś we mnie siedziały i tylko czasami dawały o sobie znać. W ciągu kilku tygodni dokonała się we mnie bardzo duża zmiana i dokonuje się nadal. Stwierdziłem, że założę bloga i o tym popiszę. Po co? Nie wiem. Żeby się podzielić doświadczeniami, bo sam czytam podobne blogi i wiem jak bardzo mogą pomóc. Żeby mieć dodatkową motywację, bo w życiu różnie bywa i czasami przychodzą chwile słabości. Żeby mieć wgląd w to co robię, taką "kronikę" wszystkiego. Żeby... coś by się pewnie jeszcze znalazło.
Kiedy zastanawiałem się nad nazwą stwierdziłem, że połączę to z moim kanałem na YT. Nazwa pasowała, było tam już co prawda trochę materiałów ale nic nie szkodzi. To tylko parę filmików w których wyrażam swoje zdanie na różne tematy. Być może je wywalę, być może zostawię i nagram kolejne... W każdym razie wszystko będzie się kręciło wokół mojej rzeczywistości.
Tak naprawdę dużo bardziej wolę kręcić filmy niż pisać. Po co więc mi blog? Mógłbym się trzymać vloga...
Chyba szukałem czegoś bardziej tradycyjnego, czegoś bliższego dla większej ilości ludzi. Poza tym pisze się szybciej niż kręci :) . No i zawsze może coś fajnego powstać z połączenia jednego z drugim. Co powstanie - zobaczę.
Witam w mojej rzeczywistości!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



