Dawno, dawno temu moja babcia zmieliła siemię lniane z cukrem i dała mi spróbować. Było genialne. Powiedział mi, że to jest bardzo zdrowe ale za dużo nie wolno tego jeść. No i tak jadłem przez jakiś czas po łyżeczce dziennie. Potem dorosłem i prawie o tym zapomniałem.
W ostatnich "Okruchach" wspomniałem o "przekąsce" deserowej... No właśnie, jakoś w ostatnim czasie przypomniało mi się to siemię mielone z cukrem. Zrobiłem sobie oczywiście i zjadałem rano i wieczorem po łyżce. Aż któregoś dnia przeczytałem, że len absolutnie mi nie zaszkodzi, nawet w dużej ilości. YES! Zaczęło się!
Dość szybko doszedłem do tego, że robiłem (i nadal robię) sobie mieszankę nasion. Najczęściej wyglądało to tak, że w młynku do kawy mieliłem siemię lniane, słonecznik i odrobinę cukru, tak do smaku tylko. Czasem dodawałem tam jeszcze dynię, kokos i sezam. Oczywiście nie wszystko na raz, do młynka by nie weszło. Trzeba było zmielić to w 2-3 partiach, wymieszać w filiżance i już - deser gotowy. Konkretne ziarna, proporcje i ewentualną ilość cukru trzeba sobie dobrać według gustu. Eksperymentowanie z tym to sama przyjemność :)
Na koniec zostawiłem najlepsze według mnie połączenie. Jest bardzo proste: 5-6 łyżeczek sezamu, płaska łyżeczka cukru (może być niepełna, jak lubisz) i 3 czubate łyżeczki wiórków kokosowych. Jak smakuje? Trzeba spróbować! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz