Wczoraj miałem Poranek Kombinowania z Soją. w planach było mleko sojowe albo tofu i jakiś serek/twarożek z wytłoczyn (okary).
Znalazłem w Internecie dwie metody przerabiania soi:
- soję miksuję z wodą, odcedzam i dopiero gotuję
- soję miksuję z wodą, gotuję i dopiero odcedzam
Robiłem już kiedyś tofu i wtedy wybrałem metodę drugą. Teraz też.
Najpierw w ruch poszła maszynka do mięsa - namoczona dzień wcześniej soja została skręcona. Potem otrzymany miąższ trafił do gotującej się wody. Dość szybko temperatura doszła ponownie do wrzenia i zaczęły się wytwarzać ogromne ilości piany. Kto gotował soję ten wie... ;)
I tutaj wrócę do rad znalezionych w necie:
- zdejmij na kilka minut a potem dalej gotuj
- polewaj pianę wodą
- zbieraj pianę łyżką
Nie wiedząc na co się zdecydować zdjąłem na chwilę garnek z płytki, polałem pianę wodą a to co zostało zebrałem łyżką :) Potem jeszcze jakieś 10 min. gotowania i odcedzanie (wyobraź sobie "dojenie" na gorąco bo oczywiście nie chciało mi się poczekać).
W międzyczasie powstał taki plan: mleko zostaje a resztę dzielę na dwie części: z jednej coś serowego, z drugiej ciastka.
"Serową część" zalaną odrobiną wody podgrzałem do wrzenia, dodałem sól, pieprz, paprykę i na koniec ocet jabłkowy coby się trochę ścięło (tofu ścinało się bardzo ładnie). Całość do odsączenia; nie chciało mi się długo czekać więc wycisnąłem ręcznie i zostawiłem przyciśnięte talerzykiem obciążonym słoikiem z wodą.
"Część ciastkowa" - najpierw z części mleka zrobiłem Zagęszczone Sojowe Mleko Słodzone: szklankę mleka + 8 łyżeczek cukru ogrzewałem dość długo co chwilę mieszając. Wyszło... cholernie słodkie mleko :)
Do reszty okary dosypałem płatków owsianych, w ilości jakieś 2/3 okary, wbiłem jajko i dolałem wspomniane mleko. Uformowałem takie niewielkie "kotleciki" (bardzo się rozlatywały) które trafiły do piekarnika, który się kończył dogrzewać do 180 st. Po jakichś 30-35 min były lekko przyrumienione więc odwróciłem je na drugą stronę - niestety działa mi tylko górna grzałka i spód był miękki i taki "nie bardzo".
Wynik: ciastka niezłe tylko brakowało w nich bakalii. To zarówno moje zdanie jak i reszty rodziny. Zwykłe orzechy uratowałyby temat, a jeszcze jakieś suszone owoce...
Wrócę do "części serowej": po trzech godzinach prasowania odwinąłem to coś co miało być serkiem. Przy pierwszym dotknięciu rozleciało mi się na sojowe "wióry" :). Prawdopodobnie maszynka za mało to rozdrobniła, być może takie coś nie zetnie się tak po prostu od octu tylko potrzebuje czegoś więcej. Wiem, że daje się zagęszczacze ("sklejacze"), a u mnie tego zabrakło. No ale miałem co miałem - przegotowaną i doprawiona okarę. Dodałem oliwy i mam "coś na chleb" :) Nie lubię wyrzucać jedzenia...
A co z mlekiem? Trafiło na kilka godzin do lodówki, piłem dopiero wieczorem. Ma bardzo silny, roślinny smak, taki "strączkowy" :). Tak prawdę mówiąc średnio mi odpowiada, spróbuję je jeszcze doprawić czymś, może chociaż dosłodzić. Nigdy nie piłem mleka sojowego i nie wiem jak smakuje to ze sklepu. Chociaż bez względu na to podejrzewam, że moje i tak smakuje bardziej NATURALNIE :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz