Szpital, szpital i po szpitalu. Zastanawiałem się czy ciągnąć temat zdrowia. W końcu piszę... Miałem to zamknąć w 2 - 3 zdaniach ale chyba jednak będzie więcej. Gaduła się ze mnie robi czy jak?
W jakichś wcześniejszych postach wspominałem o problemach ze zdrowiem. Zaczęły się kilka lat temu. Nagle byłem bardzo słaby, właściwie to nogi miałem CHOLERNIE słabe. Z początku myślałem, że to brak kondycji. Ostatecznie miałem sporą przerwę w treningach. Potem zaczęły się dziać dziwniejsze rzeczy. Był pewien "przebłysk intuicji" ale potem zwaliłem wszystko na mój uszkodzony kolejne kilka lat wcześniej kręgosłup.
Wtedy też rzuciło mi się na nogi. Co prawda inaczej - był cholerny ból - ale jednak cierpiały nogi. Zrobiłem wtedy dobry program treningowy na plecy i po niedługim czasie wszystko przeszło. Zapomniałem na następne lata.
Jak teraz wysiadły nogi to prosto było skojarzyć. Nie pytaj dlaczego nie zrobiłem szczegółowych badań - musiałbym książkę o sobie napisać żeby wyjaśnić. Zabrałem się za to za ćwiczenia ledwo zauważając, że jednak nie dają takich efektów jak dawniej. Ale to też dało się jakoś wytłumaczyć.
W końcu po zbiegu różnych okoliczności poszedłem do lekarza, wylądowałem we wspomnianym szpitalu i zrobiłem te cholerne badania. I w ten piątek kiedy mnie wypisywali i powiedzieli o wynikach badań okazało się, że mój "przebłysk intuicji" był prawidłowy - stwardnienie rozsiane. I dupa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz