Szpital jest jak bagno – wciąga.
Jest pełny zastanej, pasywnej energii która udziela się większości
ludzi. Objawia się kompletną bezwładnością - „jak mnie nie
popchną to nie pójdę”. Mnie też się w dużym stopniu
udzieliło. Pomogło mi się wyrwać chyba dopiero wczorajsze
badanie. Po badaniu czyli wszystko załatwione, czyli teoretycznie po
szpitalu. Praktycznie „po” będzie dopiero jutro ale jeszcze tyle
wytrzymam. Za to dziś dużo chodzenia i siedzenia na świeżym
powietrzu. Gdybym się nie dał wciągnąć w „bagno” to mogło
być tak cały czas i było by nawet przyjemnie. Będzie nauczka na
przyszłość.
Chyba nie muszę wspominać, że byłem
jedną z bardzo niewielu osób które – pomimo pięknej pogody -
wyszły do parku za szpitalem. Po co...
Zresztą co się dziwić - „bagno”
dosięgło nawet sam szpital. Z tyłu jest duże wyjście właśnie
na wspomniany park. Co by szkodziło przy tak pięknej pogodzie
otworzyć, niechby sobie ludzie zobaczyli, wyszli, pospacerowali,
odetchnęli... Cały budynek odetchnąłby świeżym powietrzem.
Widać jednak, że już długie długie lata to wyjście nie było
używane. Po co...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz