niedziela, 28 lutego 2016

Kocie szczęście.

Dziś nie będzie o żarciu, będzie o...

Jesienią wyprowadzał się sąsiad. Mieli obok warsztat połączony z... hmmm.... częścią mieszkalną. W lato czasem tu nocowali, jak robili imprezy na przykład :). Nie zagłębiając się w szczegóły - w końcu postanowili całość sprzedać. Znaleźli kupca, spakowali się i fru.

Poprosili nas o przechowanie paru rzeczy zanim się urządzą: jakieś naczynia, drukarka, stolik i... kot :). Kot miał zostać jakieś 2 - 3 tygodnie. Potem poprosili żeby jeszcze miesiąc. Potem żeby jeszcze... Kotka - bo w zasadzie to "ona" - mieszkała sobie w pustym mieszkaniu na parterze. Była karmiona, głaskana i czekała. Biegała sobie po pustym mieszkaniu, miauczała. Niestety nie mogła się doczekać bo tamci cały czas odwlekali. A ja ją słyszałem, mieszkam piętro wyżej...

Któregoś dnia zaprosiłem ją do siebie, żeby się pobawiła i miała trochę radochy. Raz, drugi, trzeci... aż w końcu została :)
Moje kocie szczęście :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz