Ten wpis miał być zrobiony w weekend ale jakoś nie było czasu... W zasadzie to dotyczy tego co działo się w ostatni piątek. W tenże jednak piątek nawet nie próbowałem nic pisać bo najpierw musiałem ochłonąć. Po czym?
Znalazłem na "fejsie" pewne wydarzenie. A że lubię takie dziwne eksperymenty to "polubiłem" i to. W zasadzie to byłem "zainteresowany"... ;)
Chodziło o to, że trzy dziewczyny wymyśliły, że można patrzeć drugiemu człowiekowi w oczy, tak po prostu... Coś co w naszej kulturze jest coraz rzadsze. A takie prawdziwe, porządne spojrzenia zdarzają się chyba tylko pomiędzy bardzo bliskimi osobami, a i to nie za często. Jak jest w innych kulturach nie wiem, chociaż w zachodnich to chyba głównie w telefony ludzie patrzą :)
Wracając do tematu - może nie wymyśliły bo takie rzeczy były już na świecie robione: ludzie przychodzili w jakieś miejsce i po prostu patrzyli sobie w oczy. Bez spiny, bez oczekiwań, bez oceniania. I teraz miało to być całkiem niedaleko. No to pojechałem...
Jak było? Dziwnie, ale pozytywnie :) Na początku opór, czegoś się obawiałem, chyba emocji... Ale jak już zacząłem to okazało się, że to nie takie trudne. Może samo podejście do kogoś, zwłaszcza na początku, ale inni też inicjowali kontakt więc problemów nie było. Pozostawało patrzeć.
Niektórzy chcieli porozmawiać w trakcie, niektórzy po, a inni po prostu popatrzeć w oczy bez słowa. Bez względu na to jak było wytwarzał się jakiś specyficzny kontakt. Nawet jeżeli z kimś nie rozmawiałem to wiedziałem, że MÓGŁBYM. I taka rozmowa trwała by krócej lub dłużej, i wcale nie jest powiedziane że musielibyśmy się polubić... ale moglibyśmy. I można się wtedy podzielić z drugą sobą tym czym się chce, i z ciekawością wysłuchać co ona nam powie. Z ciekawością drugiego człowieka. I nagle taka osoba przestaje być kimś z wielkiej masy ludzkiej mijającej nas na ulicy a staje się konkretną osobą, konkretnym człowiekiem. Chociażby na tą chwilę.
Ludzie obawiają się patrzeć sobie w oczy. Nie wiem dlaczego chociaż pewnie też tak mam. Może chodzi o jakieś emocje, może o to "co sobie ktoś pomyśli". Może o to że jednak zaczniemy z kimś łapać kontakt i wyjdziemy ze swojego "kurwidołka" :). A facet facetowi to już wogóle - przecież to wyzwanie itp. Tak, ale można też inaczej, tak po prostu.
Polecam spróbować przy okazji...
środa, 28 czerwca 2017
czwartek, 22 czerwca 2017
Klientka
Historia pewnej klientki:
Nareszcie koniec - zakupiła!
Ale, ale... to nie koniec historii ;)
Kilka dni później dzwoni, że jednak chciała by inny regulator. Ten "inny" jest droższy więc Pani chce odesłać ten co ma i dopłacić różnicę. Dzwonię do szefa i oczywiście nie ma problemu. Próbuję się dodzwonić do Pani ale nie odbiera. Nagle dzwoni sama i stwierdza, że odsyła ten regulator co ma i chce zwrot pieniędzy bo sobie kupi inny gdzieś indziej.
I teraz już naprawdę koniec :)
Jak mi ktoś chce napisać, że "Klient nasz pan" i to jest normalne to niech sobie daruje - ja mam zasadę: "Szanujmy się nawzajem".
- Pani zadzwoniła jakieś 2 tygodnie temu z zapytaniem o towar, dość drogi ale zdawała sobie z tego sprawę bo znała cenę ze strony, zadaje mnóstwo pytań o montaż
- na drugi dzień Pani zadzwoniła z zapytaniem o tańszą wersję którą też sobie wcześniej znalazła na stronie., zadaje mnóstwo pytań o montaż
- kolejny dzień - Pani dzwoni i chce żeby wszystkie informacje które dostała wysłać jej na maila
- po południu - Pani żąda pisemnej oferty na 7 podobnych, tańszych produktów
- kolejny dzień - Pani żąda pisemnej oferty na wszystkie zaproponowane jej produkty ale do każdego produktu należy jej w 5 punktach dopisać dodatkowe informacje i opcje
- kolejne 3 dni - Pani analizuje temat, informuje że prawdopodobnie wybierze coś ze środka cenowego
- kolejny dzień - Pani wybiera najtańszą wersję, zadaje mnóstwo pytań które zadawała wcześniej
- trochę później - musi jeszcze ze swoim fachowcem porozmawiać (więc po chu$ nas męczyła pytaniami o montaż jak ma fachowca)
- trochę później - żąda obniżki ceny :D
- 15 minut później wymyśla, że jednak weźmie wszystko na raty i trzeba załatwiać z bankiem bo ona mieszka na drugim końcu Polski
- wszystko załatwione, potrzebne tylko jej dane - Pani prosi żeby zadzwonić za godzinę i do końca dnia nie odbiera telefonu
- kolejny dzień - Pani ok. południa wreszcie odbiera telefon, stwierdza że jednak nie chce rat i każe zadzwonić ok. godz. 15.
- przed 15 Pani sama dzwoni (!!!!!), żąda kolejnej obniżki ceny :D ale twierdzi, że finalizujemy zakup...
Nareszcie koniec - zakupiła!
Ale, ale... to nie koniec historii ;)
Kilka dni później dzwoni, że jednak chciała by inny regulator. Ten "inny" jest droższy więc Pani chce odesłać ten co ma i dopłacić różnicę. Dzwonię do szefa i oczywiście nie ma problemu. Próbuję się dodzwonić do Pani ale nie odbiera. Nagle dzwoni sama i stwierdza, że odsyła ten regulator co ma i chce zwrot pieniędzy bo sobie kupi inny gdzieś indziej.
I teraz już naprawdę koniec :)
Jak mi ktoś chce napisać, że "Klient nasz pan" i to jest normalne to niech sobie daruje - ja mam zasadę: "Szanujmy się nawzajem".
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Nazbierało się...
Oj nazbierało się spraw, nazbierało... Pisać się nie chce to się nazbierało :)
To nawet nie jest tak, że się nie chce - niby się chce, chodzi mi po głowie jakiś temat ale jak mam zabrać się do pisania... no to już ciężej. Najczęściej jest tak, że nie ma czasu ;)
O ogródku w tym roku nie będzie wpisów. Jakoś nie mogę się z rodziną dogadać i cały czas coś mi przy tych moich "uprawach" chcą ulepszać, no bo przecież ja się nie znam a oni tak. Z dobrej rady zawsze można skorzystać, ale mam swoją granicę wytrzymałości. Zwłaszcza jak ktoś coś robi za mnie. Prosiłem, tłumaczyłem - jak widać nie dociera. W końcu stwierdziłem, że odpuszczam ogródek, przynajmniej na razie.
Może to i lepiej bo ze zdrowiem niestety gorzej. Coś chyba wspominałem we wcześniejszych wpisach ale bez szczegółów. Generalnie chodzi o mój uszkodzony kręgosłup. Nie zagłębiając się w temat wspomnę tylko, że od początku rzuciło mi się na nogi. A jak nogi wysiadają to cała kondycja pada. W tym roku było już naprawdę paskudnie. Ale jest nadzieja - jakiś czas temu dostałem numer do masażysty - specjalisty i po serii masaży czuję, że zaczyna mi się coś zmieniać na plus. Fajne uczucie :). Teraz tylko dobry plan treningowy i powolutku, bez pospiechu odbudowywać to wszystko co przez kilka lat praktycznie padło.
Wracając do ogródka - będzie musiał poczekać. Może do przyszłego roku rodzina mi trochę zmądrzeje :) . A i kondycja powinna się poprawić więc będzie łatwiej.
A na razie... nie mogąc już w zasadzie za wiele sensownego zrobić wróciłem do mojej starej "miłości" sprzed lat czyli do gitary :). Tak, nie grałem jakieś 18 - 19 lat i na stare lata znowu się za to zabrałem. Jakoś od jesieni zacząłem kombinować, ale regularnie od drugiej połowy stycznia. Muzykiem już nie zostanę ale zawsze mogę mieć trochę radochy ;) I o to chyba w życiu chodzi. Więc na razie w wolnych chwilach siedzę na tyłku i "dochodzę do formy".
Patrzę na ten wpis i jest chyba trochę chaotyczny. No cóż, przynajmniej zrobiłem "przekrój przez sytuację". Jakbym miał coś dalej pisać to podstawowe sprawy są wyjaśnione :)
To nawet nie jest tak, że się nie chce - niby się chce, chodzi mi po głowie jakiś temat ale jak mam zabrać się do pisania... no to już ciężej. Najczęściej jest tak, że nie ma czasu ;)
O ogródku w tym roku nie będzie wpisów. Jakoś nie mogę się z rodziną dogadać i cały czas coś mi przy tych moich "uprawach" chcą ulepszać, no bo przecież ja się nie znam a oni tak. Z dobrej rady zawsze można skorzystać, ale mam swoją granicę wytrzymałości. Zwłaszcza jak ktoś coś robi za mnie. Prosiłem, tłumaczyłem - jak widać nie dociera. W końcu stwierdziłem, że odpuszczam ogródek, przynajmniej na razie.
Może to i lepiej bo ze zdrowiem niestety gorzej. Coś chyba wspominałem we wcześniejszych wpisach ale bez szczegółów. Generalnie chodzi o mój uszkodzony kręgosłup. Nie zagłębiając się w temat wspomnę tylko, że od początku rzuciło mi się na nogi. A jak nogi wysiadają to cała kondycja pada. W tym roku było już naprawdę paskudnie. Ale jest nadzieja - jakiś czas temu dostałem numer do masażysty - specjalisty i po serii masaży czuję, że zaczyna mi się coś zmieniać na plus. Fajne uczucie :). Teraz tylko dobry plan treningowy i powolutku, bez pospiechu odbudowywać to wszystko co przez kilka lat praktycznie padło.
Wracając do ogródka - będzie musiał poczekać. Może do przyszłego roku rodzina mi trochę zmądrzeje :) . A i kondycja powinna się poprawić więc będzie łatwiej.
A na razie... nie mogąc już w zasadzie za wiele sensownego zrobić wróciłem do mojej starej "miłości" sprzed lat czyli do gitary :). Tak, nie grałem jakieś 18 - 19 lat i na stare lata znowu się za to zabrałem. Jakoś od jesieni zacząłem kombinować, ale regularnie od drugiej połowy stycznia. Muzykiem już nie zostanę ale zawsze mogę mieć trochę radochy ;) I o to chyba w życiu chodzi. Więc na razie w wolnych chwilach siedzę na tyłku i "dochodzę do formy".
Patrzę na ten wpis i jest chyba trochę chaotyczny. No cóż, przynajmniej zrobiłem "przekrój przez sytuację". Jakbym miał coś dalej pisać to podstawowe sprawy są wyjaśnione :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)