niedziela, 13 września 2015

Weekend zakończony piecem.

To był pracowity weekend, kolejny już zresztą, jakoś tak mi się ostatnio udaje.
Pokombinowałem sporo z jedzeniem - to jeszcze kiedyś opiszę. Zrobiłem kolejną grządkę.

Najważniejsze jednak udało mi się dzisiaj (w niedzielę) wieczorem. Przymierzałem się do tego od jakichś dwóch tygodni, może nawet dłużej. Oglądałem filmy, myślałem... jeszcze dzisiaj zastanawiałem się czy zaczynać. W końcu zacząłem... i zrobiłem piecyk rakietowy :)

Prymitywny, poskładany z kawałków starych cegieł. W ścianach dziury, ale jednak DZIAŁA :)
Założenie było takie, że robię eksperyment czy się da. Dało się, przy okazji widać że gdyby go dopracować to była by mocna rzecz.

Oczywiście nagrałem krótki filmik, nie mogłem się powstrzymać. Niestety telefonem bo jakoś szkoda mi było odchodzić od pieca żeby przynieść kamerę :)
Oto link:
https://www.youtube.com/watch?v=3vc-3R6hbdI

czwartek, 10 września 2015

Jak nie zrobiłem tahini.

Coś mnie ostatnio wzięło na eksperymentowanie z jedzeniem. Na razie teoretyczne, czyli przeglądałem różne informacje. Trafiłem na kilka ciekawych przepisów wegańskich, jak je wypróbuje i okażą się fajne to na pewno się podzielę.

Czy jestem wege? Nie, mięso jem, lubię i nie planuję przestać go jeść. Po prostu mój organizm potrzebuje chyba czegoś innego niż sztucznie "pompowane" wędliny. Tych nie jem już od dłuższego czasu. Odrzuca mnie jakoś, od czasu do czasu tylko zjem 2-3 plasterki jak się trafi coś dobrego :). No i jakiś kawałek mięsa na obiad ale też bez przesady, czasami przez parę dni mięsa nie tknąłem jedząc same zupy. Za to bardzo często używam smalcu, chyba w zamian za mięso. Smalec oczywiście domowej roboty, nie jakieś byle co ze sklepu. Do tego pomidory, ewentualnie biały ser.

Wracając do tematu... organizm jak czegoś potrzebuje to szuka. I mnie jakoś "przez przypadek" weszły w oczy wspomniane na początku przepisy. Dziś wreszcie - po kilku dniach czytania, sprawdzania cen i kombinowania - postanowiłem zrobić COKOLWIEK :) żeby ruszyć z tym z miejsca.
W sklepie ze zdrową żywnością (ceny ABSTRAKCYJNIE duże) kupiłem sezam. Miało być z niego tahini... Podprażyłem na patelni, nie za długo bo zaczęło strzelać :). Potem do młynka na krótkie mielenie - 3-4 "zrywy" żeby nie przegrzać... i chyba nawet to było za dużo bo wysypałem brązowy, przypalony proszek. Dobra, niech będzie, kolej na miksowanie. W ruch poszedł mikser jeszcze z lat 80-tych :). Dość szybko okazało się jednak, że:
  • po pierwsze: sezamu naszykowałem chyba za mało
  • ten mikser chyba nie bardzo się do tego nadaje.
Chociaż w okolicach nożyka zmielony sezam zaczął wydzielać olej, widać było jak staje się "wilgotny" czyli jednak się da :)

Wnioski:
  • spróbować na większej ilości, przy tak małej prymitywny nożyk nie bardzo miał co miksować
  • postarać się o lepszy mikser :)

Ale, ale... eksperyment wcale nie uważam za nieudany. Przede wszystkim taki zmielony sezam jest fantastyczny, a jakby go jeszcze mniej przypalić to było by jeszcze lepiej.
Poza tym mama wymyśliła jak jeszcze można go wykorzystać: dołożyła masło, dżem, odrobinę cukru i roztarła - wyszła genialna, słodka pasta do chleba. Nawet goryczka przypalonego sezamu nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie - była ciekawym przełamaniem słodkiego. Polecam spróbować, proporcje nie są potrzebne, każdy niech robi tak jak lubi.

I na zakończenie potwierdzenie tego co pisałem o szukaniu przez organizm dobrych dla niego rzeczy...
Wszystko to robiłem u rodziców w domu, oni mieli mikser :). Kiedy po domu rozszedł się zapach przypalonego sezamu (zapach jak zapach i wcale nie bardzo intensywny) w kuchni prawie natychmiast znalazł się brat, a chwilę później ojciec. No i zaczęli wyjadać :). Jak się z boku na to patrzało to nie wyglądało na zwykłe próbowanie, to była autentyczna obudzona potrzeba organizmu. W sumie nic dziwnego, sezam ma wiele potrzebnych nam składników. I można nim pojeść - ja zjadłem trochę suchego, poprawiłem jedną kromką z mamy "wynalazkiem" i wystarczyło. Organizm dostał co trzeba.
Sezam chyba wejdzie na stałe do "repertuaru", ale sklep ze zdrową żywnością raczej będę omijał. Na Allegro są firmy sprzedające 4 razy taniej. Wiem, że dochodzą koszty przesyłki ale przy zakupie kilku rzeczy w jednej firmie koszty się rozłożą...