środa, 15 czerwca 2016

Krzesełkowa uprzejmość.

Dziś będzie trochę o szacunku do drugiego człowieka, a przynajmniej o tym jak ja to widzę.
Oczywiście temat jest szeroki i można by o nim napisać pokaźną książkę. Ja na razie tylko dotknę tematu na jednym przykładzie, być może kiedyś napiszę coś więcej.

W poprzedni weekend byłem z córką na turnieju tańca. Znaczy się - ona brała udział, po raz kolejny zresztą. Takie małe turnieje są na ogół organizowane na salach gimnastycznych w szkołach: środek sali dla zawodników, z boku stół dla jury i trochę krzeseł dla rodziców.No właśnie...
Krzeseł jest na ogół za mało, ale wiadomo że nie da się zapewnić miejsc siedzących dla wszystkich. Nawet nie miało by to sensu bo sporo osób woli stać żeby lepiej obserwować swoje pociechy, robić zdjęcia, filmy itp. Nie mniej jednak część osób chciała by usiąść. I wtedy okazuje się, że niektóre miejsca "pozajmowane" są przez np. torby...
Po prostu ktoś sobie usiądzie a na miejscu obok "posadzi" swoją torbę. W kilku miejscach na sali widać było takie przypadki. Rekord pobił pan za którym staliśmy: na jednym krzesełku siedziała jego torba a na drugim aparat, z małymi wyjątkami kiedy robił pojedyncze zdjęcia. On sam nie usiadł ani razu, za to jak brał aparat to stawał w taki sposób żeby nikt tego miejsca nie zajął.



Nie chodzi o to, że ja chciałem usiąść - jeszcze daję radę stać. Ale obok mnie stała kobieta, staliśmy jakiś metr od tego człowieka, od godziny 9 do 12. I nie ważne czy ona by chciała usiąść czy nie - jakaś podstawowa  uprzejmość i szacunek nakazują chociażby zapytać. A przede wszystkim to zwolnić miejsce żeby ktoś mógł skorzystać.

Kompletnie tego nie potrafię zrozumieć. Tyle się mówi o wychowaniu młodzieży, o dobrych manierach, ustępowaniu miejsca. To się wiąże również z jakimś rodzajem uważności: rozejrzeć się, zwrócić uwagę co się dzieje w otoczeniu, zareagować. No chyba że ma się to otoczenie w dupie. Że ma się gdzieś innych ludzi i ich ewentualne potrzeby, że patrzy się tylko na swoją wygodę. Ten pan ma dziecko w szkole podstawowej i prawdopodobnie chciałby żeby miało jakieś zasady, żeby potrafiło "się zachować"... A może nie, może ma to gdzieś i wychowa podobną do siebie istotę nie zwracającą uwagi na nic poza sobą. Ostro? Owszem, bo niejednokrotnie potrafimy innym zwracać uwagę, od innych wymagać nie patrząc na to co sami robimy.

Może jestem "starej daty", może szacunek do kobiet to już przeżytek... chociaż jeżeli tak to było by to smutne.
Ktoś może powiedzieć, że przecież zawsze można poprosić o zwolnienie miejsca, zabranie torby itp. Tylko dlaczego ktokolwiek ma prosić o to co mu się należy. Krzesła są wystawione żeby można było na nich usiąść a nie dla toreb. Czy to tak trudno zrozumieć? Z jakiej racji mam kogoś prosić żeby pozwolił mi usiąść? Bo był pierwszy i "posadził" swoją torbę?

Czy zwróciłem mu uwagę? Nie, nie czuję się powołany do wychowywania upośledzonych społecznie trzydziestokilkulatków którzy nie znają podstawowych zasad dobrego wychowania. Zresztą nie należę do najspokojniejszych i gdyby jemu przyszło do głowy "odwarknąć" w odpowiedzi to pewnie skończyło by się to awanturą w której to ja byłbym "ten zły". I tu się zaczyna szeroki temat "politycznie poprawnych" reakcji, ale o tym już przy innych okazjach.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wałki z pomidorami.

Dłuższą chwilę zastanawiałem się o czym mam pisać. Ostatni wpis był z lutego, a przez ten czas tyle się działo. A z kolei nie chcę się rozpisywać z jakimiś kilometrowymi postami. Zacznę więc może od ogródka.
Chociaż inaczej – zacznę powoli wspominać ogródkowe sprawy bo naraz wszystkiego nie opiszę :)
Na początek to co nie wyszło... :P

Z początkiem marca przygotowałem sobie coś co miało być moją dumą – sadzonki pomidorów, w większości odmiany syberyjskie:



Na zdjęciu:
- 25 krzaków pomidorów odmian syberyjskich: Belyi Naliv, Alaska, Altaiskyi Urozainyi, Bychyi Lop i Pripoljarnyj
- 5 krzaków pomidorów Peche
- 5 krzaków pomidorów Blue Beauty
- 5 "krzaków" ogórków De Bourbonne
- 2 dynie Galeus D'eysines
- 1 kot ;)

oczywiście tylko w teorii. Z tego wszystkiego wyrosły 3 pomidory i jedna dynia którą coś „wyżarło” tak jak kiedyś stewię. Kilka nasion eksperymentalnie poszło wprost do gruntu (w końcu syberyjskie powinny być wytrzymałe) ale z tych też guzik wyszło.

Kiedy już nabrałem pewności, że nic więcej nie wypuści przypomniałem sobie o pozostałych nasionach. Te poszły do doniczek i skrzynek które stały sobie na dworze, był już początek kwietnia więc stwierdziłem że nie powinno im się nic stać. Część również wylądowała w gruncie. Bilans to kolejne 10 – 12 krzaczków które 3 dni temu przesadziłem „w ziemię”. Niestety nie wiem jakie ;) Opisałem wszystkie wodoodpornym pisakiem, niestety na kartkach które się kompletnie zniszczyły :D Zobaczymy jak urosną.

Do tego te z gruntu – z moich „specjalnych” wypuściły chyba 2. Za to całkiem ładnie radzi sobie gatunek który w zimie trzymałem na oknie (zerknij w poprzednie posty). Wyszło ich całkiem sporo z czego się cieszę bo są naprawdę smaczne. Genialnie obrodziła mi kalarepa i pasternak. Ta pierwsza już od jakich dwóch tygodni jest w gruncie, pasternak od wczoraj. Ale o tym i o innych napisze już następnym razem.