Jak długo żyję – już sporo latek
- to jeszcze taki psychol jak dzisiaj mi się nie trafił.
Przychodzę na przystanek – do
autobusu jeszcze kilkanaście minut. Zanim się zastanowiłem co
robić przyszedł ON: około „trzydzieścikilka” lat, niewysoki,
<określenie książkowe> „żylasty” </określenie
książkowe> i na jakiejś dziwnej „kurwie” - jakby miał
ADHD. Mówił jakoś szybko, poruszał się szybko... nie wiem czy na
kacu miał taką fazę, czy był po jakichś innych specyfikach.
Najpierw zapytał jaki jest dzień, „Środa dzisiaj? Pracujący
dzień?” - chyba nie wiedział jak ma w rozkładzie sprawdzać.
Odpowiedziałem, że środa, sprawdził co miał sprawdzić i poszedł
do sklepu. A że mi się trochę pić chciało to też poszedłem.
W
sklepie coś czego serdecznie nie cierpię czyli prawie na niczym nie
ma cen. Wyciągnąłem jeden napój z lodówki, zapytałem ale jak
usłyszałem ile kosztuje to odpuściłem – ostatecznie za niedługo
będzie autobus ;). No ale wtedy uaktywnił się znowu ON i zaczyna,
że mi dołoży. Podziękowałem grzecznie i wyszedłem. Za chwilę
przylazł na przystanek i zaczyna, że kupi mi coś do picia. Ja na
to dalej spokojnie, że dziękuję ale nie. Na to on stawia piwo na
ziemi i: „Pilnuj a ja idę do sklepu”. No tu już mi włączył
opór, ostatecznie nie będzie mną nikt dyrygował. Odpowiedziałem
coś w stylu „Kolego, nie będę nic pilnował i ...” zanim dokończyłem to on: „Nie jestem twoim kolegą”. Nie zdążyłem nic
sensownego odpowiedzieć a on dalej, że idzie. Ja: „Jak chcesz, ja
też idę”. Odwróciłem się i odszedłem kilka kroków, stanąłem
i czekam na autobus. Ten się zaczyna drzeć z daleka żebym
„spierdalał” :). Co za cymbał... Jak zobaczył że nie reaguję
to przyszedł i zaczyna, że mi „wpierdoli”. Oj, jak chętnie bym
sprawdził co mu z tego wyjdzie. Niestety nie te czasy – ledwo się
teraz ruszam a to nie jest dobra opcja na psychopatę z ADHD, na
dodatek na jakimś „wspomaganiu”. Nie odpuściłem ale też nie
podkręcałem go bardziej i jakoś tak pokierowałem rozmową, że
wrócił na przystanek. Honor bolał ale trudno, może jeszcze kiedyś
będzie okazja.
Psychol jednak był już rozkręcony bo
długo nie usiedział. Doszedł chyba do wniosku że jednak pójdzie
na piechotę bo nagle wstał i zaczął iść. Akurat w moim kierunku
więc znowu zaczął gadać swoje, minął mnie i odchodząc co
chwilę się odwracał rzucając „spierdalaj” i „wpierdolę
ci”. Ciekawe dokąd go tak trzymało... :)