Ojejku jak ja dawno nie pisałem, bla, bla, bla itp. ale strasznie dużo się działo itd. :)
Dziś krótko i konkretnie.
Wspominałem kiedyś o robieniu octu jabłkowego. Ja go robiłem co prawda nie tylko z jabłek, kiedyś miałem też śliwkowy i agrestowy. Robiłem jeszcze jeżynowy ale nie zdążył się zrobić - zrobiło się chłodniej i przepadło - fermentacja już nie ruszyła. Ale wracając do octu jabłkowego...
W zeszłym roku zrobiłem znowu trochę, nie tak dużo jak w 2015 ale jednak. Kiedy na jesieni zacząłem go używać jedna partia okazała się... niedorobiona. Trochę kwaśna, trochę nie, częściowo (minimalnie) pachnąca alkoholem i fermentacją. Nie wiem jak to się stało, że zlałem coś takiego do butelek, no ale stało się. Wyglądało na to, że całą partię trzeba będzie wylać.
Jednak szkoda było. Octu za wiele nie ma, i te kilku buteleczek się przyda. Pomyślałem "Jak i tak mam wylać to co mi szkodzi zaeksprymentować". Zlałem wszystko do słoika i wrzuciłem matkę octową wyjętą z innej butelki (z dobrej partii) i zacząłem się zastanawiać gdzie to postawić. U mnie "ciepło" to pojęcie względne. Kilkanaście stopni na jesień czy wiosnę to max, teraz w zimę temperatury w granicach 6 - 10 stopni to standard. Do fermentacji to jednak za mało. Ale w końcu wpadłem na pomysł - całość poszła na półkę nad piecem. Od października mam w kuchni takie cudo jak piec węglowy, pochwalę się w osobnym poście. Piec co prawda dogrzewa przede wszystkim kuchnię, i to głównie wieczorami, jak przyjdę z pracy i napalę. Pomyślałem jednak, że może to wystarczy. Żeby nie przedłużać napiszę od razy, że WYSTARCZYŁO :). Dosłownie kilkanaście minut temu spróbowałem octu i jest fantastyczny. Stał dość długo, chyba od końca października albo od początku listopada i nie wiem kiedy się skończył robić. Wiem tylko, że już mu wystarczy. Wiem również, że nie trzeba się przejmować "staniem za długo", ocet się po prostu zrobi i tyle.
Wracając do początku posta - teraz bym ten jeżynowy pewnie też dokończył. Wtedy jednak ani nie miałem pieca, ani nie wiedziałem jak można wykorzystać matkę octową.
Jakby ktoś nie wiedział: matka octowa to ta galaretka która robi się na powierzchni octu, zarówno jeszcze przy normalnej fermentacji, jak i później w butelkach, po rozlaniu.
P.S. Mogłem postawić też przy grzejniku.... Hmmmmm... Chociaż nie myślałem, że okresowe dogrzewanie wystarczy. Wystarczyło.