środa, 21 października 2015

To nie może działać...

Jesień - czas przeziębień, ale i dzikiej róży :)

Jak wygląda moje typowe przeziębienie?
  1. Wstęp - odczucia, że niedługo się zacznie.
  2. Dzień pierwszy - leje się z nosa, lekka gorączka, osłabienie itp.
  3. Dzień drugi - leje się z nosa jak cholera, lekka gorączka, osłabienie itp.
  4. Dzień trzeci - patrz dzień drugi + nos mnie już boli od wycierania
  5. Dzień czwarty - powoli ustępuje katar, często zaczyna się kaszel

Kolejne dni zależą od różnych czynników - choroba powoli ustępuje, ale 7 - 10 dni to trwa.
A tej jesieni...
  1. Niedziela: wstęp - odczucia, że niedługo się zacznie.
  2. Dzień pierwszy - leje się z nosa, lekka gorączka, osłabienie itp. -> wieczorem porcyjka wywaru :)
  3. Dzień drugi - leje się z nosa dużo mniej, nie zwróciłem uwagi czy miałem gorączkę ->  wieczorem porcyjka wywaru :)
  4. Dzień trzeci (dzisiaj) - sporadycznie muszę wysmarkać nos, gorączki w tej chwili brak, jest energia - rano tylko zdrowy rozsądek nie dał mi zrobić dłuższego spaceru przed pracą ->  wieczorem BĘDZIE porcyjka wywaru :)
  5. Dzień czwarty - zobaczymy, ale jestem dobrej myśli.

W zeszły weekend byłem nazbierać trochę dzikiej róży, tak na wszelki wypadek. I wtedy przypomniał mi się przepis którym podzieliła się ze mną znajoma jakieś 20 lat temu. Przepis na środek na przeziębienie który NIE POWINIEN DZIAŁAĆ :) A dlaczego? Bo dzikiej róży się nie gotuje - traci witaminy.

Cóż to za wywar?
Zagotowujemy ok. 2 szklanki wody. Do gotującej wrzucamy garść pokrojonych (lub potłuczonych) owoców dzikiej róży. Gotujemy to 10 minut, zestawiamy i dosypujemy jakieś 2 łyżki kwiatu lipy. Przykrywamy na 20 minut. Pijemy!

Czy to naprawdę działa, czy to tylko placebo - nie wiem, ale nie zaszkodzi spróbować :)

czwartek, 15 października 2015

Okruchy 01.

"Życie składa się z porozrzucanych kawałków, i wszystkie one tworzą jakiś wzór. Tym wzorem jest właśnie nasze życie."

Wpis zatytułowałem "Okruchy" a chodzi mi o te wszystkie rzeczy które wydarzyły się w czasie kiedy nie pisałem. No może nie wszystkie ale przynajmniej część.

- jak się okazało piecyk rakietowy o którym wspomniałem ostatnio działa tak dobrze jak na filmiku tylko pod warunkiem, że pali się w nim dobrze wysuszonym drewnem. Jak jest tylko trochę wilgotne zaczyna go "dusić", pojawia się dym i jest ogólna kaszana. Nie wiem czy wszystkie tak mają, czy tylko mój, chociażby ze względu na swoje nieszczelności... Wypadało by zrobić porządny i sprawdzić, chociaż to już pewnie w przyszłym roku.

- mój Teren pod przyszłoroczne "uprawy" mocno się zmienił. Wycięte wszystkie krzaki, dorobiona trzecia grządka a teraz wykopuję korzenie. Zdjęć na razie nie wrzucam bo i tak niewiele ciekawego było by na nich widać. Za to daję zdjęcie pierwszego wykopanego korzenia, tak żeby się pochwalić :) (na zdjęciu "kawałek" taty):

Za tym wykopanym widać kolejny korzeń, za który już się zabrałem.

- w temacie jedzenia doszedłem do tego żeby NIE dodawać skiełkowanej i skręconej pszenicy do pasty z ciecierzycy :). Osobno są jak najbardziej OK, razem już niekoniecznie. Przynajmniej w "mojej" wersji. Wykombinowałem też fajną "przekąskę deserową" ale o tym będzie osobny wpis. No i nabiał roślinny - dwa dni temu słuchałem webinaru na ten temat, zorganizowanego przez Cohabitat i mam ochotę poeksperymentować. Czekam jeszcze na materiały które mają dosłać i zaczynam. Już zaczynam mieć pomysły a eksperymenty na pewno opiszę.

- Mydło! Mydło, mydło, mydło... Dojrzewa już trzecie - tym razem szałwiowe. O mydle będzie osobny wpis a na razie zdjęcie drugiej "partii" która od kilku dni jest już zdatna do użycia. To jest z dodatkiem wosku...:


Uffff! To chyba w skrócie najważniejsze rzeczy, przynajmniej z tych które mają trafić na bloga. Całego życia przecież nie będę tu opisywał :).
Wypadało by się się zadeklarować, że już teraz będę częściej pisał, ale tak naprawdę wcale tego nie wiem. Zobaczymy jak się wszystko poukłada. Chociaż na pewno postaram się wrzucić kilka wpisów bardziej rozwiniętych niż te pierwsze "Okruchy".